• Wpisów: 84
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 13:25
  • Licznik odwiedzin: 16 550 / 1464 dni
 
leonettakryminal
 
*następny dzień*
*szpital*
- German! Jak się czujesz? – do szpitala w odwiedziny przyszedł jego przyjaciel, Ramallo.
- Czułbym się dobrze, gdyby nie Verdas.
- Spokojnie. Złapiemy go. A jak to się stanie nie wyjdzie z więzienia. Zwłaszcza po ostatnim.
- Co znowu zrobił?
- Wczoraj po południu zgwałcił trzy dziewczyny. Były na wycieczce w lesie. Wszystkie po kolei przeleciał.
- O matko! – Castillo opadł na poduszki. – Jeśli z trzema dał sobie radę…
- O co chodzi?
- Wczoraj wieczorem ktoś wrzucił przez okno kamień owinięty w papier. Na nim była ta wiadomość.
Ramallo przeczytał treść wiadomości.
- Dlaczego miałby czyhać na twoją córkę? Za co?
- Może za to, żeby wycofać zarzuty w jego sprawie. Rozmawiał z nią. Śledził na pewno też. O Boże, a jeśli on wie, gdzie mieszka? – po policzkach staczały mu się łzy.
- Nie martw się. Nie dopuścimy do tego.
- Nie! Żadni my! Nie zawiadamiaj chłopaków!
- Dlaczego nie?
- Nie znasz tego? Nigdy kryminałów nie oglądałeś? To tylko wkurza przestępców i posuwają się do strasznych rzeczy…
- Damy radę.


**************


*tydzień później*

Dziewczyna obudziła się wtulona w nagi tors chłopaka. Natychmiast na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Śpisz? – wyszeptała.
- Nie. Zachwycam się twoimi pięknymi włosami. – jakby dla potwierdzenia tych słów pogłaskał ją po głowie. Włoszka zachichotała.
- To była najlepsza noc w moim życiu… Wiesz?
- Moja też. Mmmm. – zamruczał Marco przeciągając się. – Mógłbym tak leżeć do końca świata…
- To tak jak ja.
W ich ‘’melanżu’’ przerwał dzwoniący telefon Francesci.
- Przepraszam cię, ale muszę odebrać. To mama.
- Spoko.
- Halo? Cześć mamo. Tak, jestem u Violi. – Marco uśmiechnął się na te słowa. – Mhm. Wiesz, pomagam jej. Jest smutna z powodu taty… Tak, przekażę jej. Dobrze. Wrócę wieczorem. Ja też cię kocham… Pa.
- Nie masz zamiaru powiedzieć jej prawdy? – brunet zwrócił się do dziewczyny.
- Powiem jej… Ale w odpowiednim momencie. Jest nadopiekuńcza.
- Mhm. A co masz mi przekazać? – dziarsko się uśmiechnął.
- Moja mama cię pozdrawia, i przykro jej z powodu taty.
- To fajnie.
- Wiesz… Trochę mi głupio, że po tygodniu znajomości mówię coś takiego, ale… kocham cię.
- W takim razie czuję się tak samo. Ja ciebie też.


***********


- Nie!
- Tak!
- Nie!
- A właśnie, że tak!
- Nie, nie i nie! Nie zawsze ty musisz mieć rację! Mam cię dosyć! Zrób to, zrób tamto! Nie jestem twoją służącą! To jest mój dom i ciesz się, że pozwalam ci tu mieszkać, bo szczerze, to już dawno wykopałabym cię za drzwi!
- Nie, nie zrobiłabyś tego! A dlaczego? Bo się mnie boisz! Bo to ja tu rządzę! A ty masz się mnie słuchać, do cholery!!! – Ludmiła i Diego kłócili się jak stare małżeństwo. Zresztą, tak jak zawsze.
- Nie będziesz mną pomiatać! Nie jestem idiotką! Proszę! Spróbuj mnie uderzyć! No dawaj! Nie odważysz się, bo wszystko, co mówisz, to kłamstwo!!! Nie mam ochoty się z tobą spierać! Idę do pracy. A ty rób co chcesz!!!! – blondynka wyszła trzaskając drzwiami.
- Cholera jasna! Dlaczego z nią nie mogę sobie poradzić! – brunat uderzył pięścią w ścianę.  


***********


Violetta jak co dzień wychodziła do pracy. Była bardzo szczęśliwa, bo jej ojciec za dwa dni miał wyjść ze szpitala. No i oczywiście od tygodnia nie napatoczył się Leon. Może dał sobie spokój? Dziewczyna błagała, by tak było. Przechodziła właśnie przez park. O godzinie 5;30 był jeszcze opustoszały. Rzadko napotykała na ludzi idących do pracy – większość dojeżdżała samochodami. Szatynka wdychała świeże powietrze, rozkoszując się zapachem przyrody.
- Stęskniłaś się? – dobiegł ją głos za nią. Szybko się odwróciła.
- O nie! – za nią stał Leon.
- Co u ciebie, kotku? – podszedł do niej.
- Daj mi święty spokój! Nie rozumiesz, że mam cię dość?
- Oj, kochanie nie bądź taka. – nagle jego ton zmienił się całkowicie. - Idziesz ze mną, mała. – złapał ją za rękę i przyciągnął plecami do siebie.
- Puszczaj! Zacznę krzyczeć!
- Myślisz, że ktoś cię usłyszy?...Ał! – krzyknął kiedy dziewczyna nadepnęła mu na nogę.
- Nie ruszaj się, albo będę zmuszony użyć tego… - Violetta poczuła chłodną stal przyłożoną do skroni. Natychmiast znieruchomiała. – Dobra dziewczynka.
Chłopak pociągnął ją dalej, aż do końca parku, gdzie zaczynał się las. Na polanie stał czarny samochód.
- Teraz się nie ruszaj… - Leon otworzył bagażnik i wyjął z niego sznur.
Dziewczyna zaczęła się szarpać.
- Mówiłem nie ruszaj się! – krzyknął i dużo mocniej ścisnął jej rękę. Syknęła z bólu.
- Zostaw mnie… - wyszeptała przez łzy. – Co ja ci takiego zrobiłam?
- Ty nic. – powiedział szatyn bez cienia wyrzutów wiążąc nadgarstki dziewczyny. – Twój tata dużo. Dlatego nie wypuszczę cię, dopóki mi za to nie zapłaci. Spędzimy ze sobą duuużo czasu.
- Ale ja nie chce!
- Nie masz tu nic do powiedzenia. – wziął jakąś szmatkę i przystawił ją do nosa i ust Violetty. Dziewczyna zorientowała się, co to jest.
- Nie! – kręciła głową na wszystkie strony, żeby tylko nie zaciągnąć się tym zapachem.
- Przestań do cholery! – uderzył ją w twarz. Szatynka była w szoku. Uderzył ją!  Tym razem już bez komplikacji Leon otumanił kobietę.
- To nie będzie ci potrzebne, słońce. – zdjął jej torebkę, którą miała przepasaną przez ramię. – Wchodź do bagażnika.
Violetta, która ledwo kontaktowała przez specyfik ostatkiem sił weszła do bagażnika. Leon zatrzasnął drzwi. Obszedł auto i zajął miejsce kierowcy.
- No, to teraz się zacznie zabawa. German nareszcie dostanie to, na co zasłużył.
____________________________________________________
Tam dam dam!!! Zaczynamy zabawę! Myślę, że ten rozdział jest lepszy i dłuższy od innych, ale nie znam waszego zdania. Proszę piszcie komentarze. Co wam się najbardziej podobało, co najmniej, a co w ogóle byście usunęli.
Pobawmy się w pytania.

1. Co Leon planuje zrobić Violi?
2. Jak zareaguje German?
3. Co Diego zrobi Ludmile?


1477649_783931471692534_549977409.jpg

Wariatkaaa<3

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków